Niebezpieczne związki z frankiem – w gazeta.pl

Historie kilku rodzin z kredytem “frankowym” przedstawione w reportażu na łamach gazeta.pl:

Na początku rata ich kredytu wynosiła 700 zł miesięcznie, po ostatnim skoku kursu franka wzrosła do 1400 zł (przed podwyżką utrzymywała się na poziomie 1000-1100 zł). Po dziewięciu latach spłacania kredytu, pani Eliza i pan Krzysztof oddali już 80 tys. zł. Ciągle do spłacenia mają… tyle samo, ile wzięli.

List frankowicza do banku

List frankowicza, który od pewnego czasu krąży w Internecie:

W ostatnim okresie dowiedziałem się, że tzw. kredyt hipoteczny, jaki mam w Państwa banku na mocy umowy zawartej dnia …. (nr KH…..) jest niezgodny obowiązującym w Polsce prawem. Sporządzona przez Państwa umowa, którą w swej niewiedzy podpisałem, zawiera klauzulę, której stosowanie jest prawomocnie zakazane przez Sąd Ochrony Konkurencji i Konsumentów Rzeczpospolitej Polskiej.
Jest to w naszej umowie Paragraf… , a dotyczy „indeksowania do CHF… zgodnie z kursem kupna CHF według Tabeli Kursów Walut Obcych obowiązującej w banku…”
Zdaniem wielu ekspertów prawniczych prawomocny wyrok Sądu OKiK oznacza (nazwijmy to interpretacją A), że umowa między nami jest całkowicie nieważna. Po prostu jej nie ma i nigdy nie było. W takiej sytuacji jestem zobowiązany zwrócić Państwu całą sumę w złotych, jaką od Banku otrzymałem, oczywiście potrącając wszystkie raty jakie dotąd spłaciłem. Oczywiście – wobec nieistnienia umowy – nie ma mowy o żadnych odsetkach i żadnej marży banku, po prostu całość dokonanych przeze mnie spłat zostanie odliczona od należnej bankowi sumy.
Jednak zdaniem innych ekspertów prawniczych (nazwijmy to Interpretacją B) umowa nasza obowiązuje nadal, oczywiście z wykreśleniem zakazanej w Polsce klauzuli. Nie ma żadnych wątpliwości, że umowa pozbawiona tej klauzuli jest umową w złotych, bez żadnego odniesienia do żadnej innej waluty. Przy takiej oto – korzystniejszej dla Państwa Banku – interpretacji, umowa między nami to umowa na kredyt w złotych, a ja zobowiązany będę Państwu spłacić raty złotowe za okres dnia otrzymania od Państwa środków – do dzisiaj, pokrywając niedopłatę, jeśli taka występuje.
Po przedstawieniu tych jedynych dwóch możliwości dalszej współpracy między Bankiem a mną, jakie widzę, mam jednak jeszcze do Państwa kilka pytań podstawowych:
— Dlaczego Bank nie przestrzega obowiązującego w Polsce prawa? Czy zarząd spółki jest tego świadom?
— Dlaczego – po prawomocnym wyroku polskiego sądu – Bank – nie przedstawił mi propozycji skorygowania umowy, by stała się wreszcie zgodna z obowiązującym w Polsce prawem?
— Dlaczego – mimo zakazu wydanego przez polski sąd – Bank nadal – aż do dzisiaj! – kontynuuje proceder nielegalnego zawłaszczania moich pieniędzy?
— Czy Bank nie zdaje sobie sprawy, że nielegalny zabór mienia jest w Polsce karalny? Czy też sądzi, że stoi ponad polskim prawem i może tego zaboru mienia dokonywać nie obawiając się żadnych konsekwencji, jak to działo się dotąd?
Wobec faktu, że chcę spłacić kolejną ratę, proszę o ustosunkowanie się do powyższych informacji oraz pytań, a także udzielenie mi odpowiedzi:
— którą z powyżej opisanych Interpretacji – A czy B – Państwo wybieracie?
— jakie zadośćuczynienie (poza zwrotem zawłaszczonego mienia) Bank mi proponuje za cały okres gdy – po prawomocnym wyroku sądu – Bank nadal nielegalną klauzulę w umowie ze mną stosował, co powodowało dla mnie znaczne straty, a dla Banku znaczny nielegalny zysk?
— ile wobec tego wynosi moja najbliższa rata? Oczywiście legalna rata, czyli zgodna z wyrokiem polskiego sądu, a więc obliczona po wykreśleniu z umowy klauzuli, której nie wolno do umowy wstawiać. Innej bowiem raty płacić mi nie wolno, gdyż – teraz już mając świadomość wyroku sądu i obowiązującego w tej sprawie w Polsce prawa – realizując zakazaną klauzulę i ja współuczestniczyłbym wraz z Bankiem w nielegalnym procederze. A tego robić nie chcę i nie będę.
Jeśli chcecie Państwo o tym Waszym problemie porozmawiać – jestem do dyspozycji.
Z poważaniem

O “banksterach” i frankowcach w Uważam Rze

Artykuł z okładki Uważam Rze – o bankowych “przekrętach” i mechanizmie kredytów walutowych udzialanych przez banki (nie tylko w Polsce).

Skarb państwa czuje się bezpiecznie, ponieważ polskie sądy oddalają pozwy firm skarżących się, że spóźnione wprowadzenie w życie unijnego prawa spowodowało ich straty finansowych. Aby zrozumieć absurdalność sytuacji, trzeba uciec się do obrazowego porównania. Oto Unia Europejska kazała postawić sygnalizację świetlną na drodze. Polska nie zastosowała się do tej decyzji, chociaż miała taki obowiązek. Doszło do wypadku (a nawet całej serii wypadków), ale sądy uważają, że brak wymaganej sygnalizacji świetlnej nie powoduje konieczności płacenia odszkodowań ofiarom.

Jak w praktyce wygląda realizacja deklaracji w mBanku…

…sprawdził dziennikarz Pulsu Biznesu:

To może z innej beczki – co z deklarowanym wydłużeniem okresu spłaty kredytu „bez opłat i prowizji” oferowanych przez mBank w ramach „pakietu pomocowego” (cytuję za informację prasową banku)?

– Tak, może pan sobie wydłużyć spłatę aż do 70 roku życia – tryumfuje doradca.
Hurra! Szansa na kolejne 6 lat więcej z kredytem i to za darmochę. No dobra, prawie za darmochę.

– Według obecnie obowiązujących stawek ,taka dyspozycja to koszt między 100 a 300 zł.

Komentarz popołudniowy z rynku złotego

... złotówki do euro i franka szwajcarskiego w godzinach nocnych i porannych, ... Z technicznego punktu widzenia ważne wsparcie na parze CHF/PLN ...

Kompromitacje KNF i Ewy Kopacz w sprawie frankowiczów

Krótkie podsumowanie kompromitacji KNF i premier Ewy Kopacz na blogu Tomasza Wróblewskiego:

Po kompromitacji  prezesa Belki,  handlującego stopami procentowymi z partiami politycznymi, KNF uważano za  ostatni bastion stabilizacji  finansowej. Dziś  zdaje się być jeszcze jedną instytucją certyfikatem „przyjaciel banków”. Po szumnych zapowiedziach Jakubiaka i Kopacz -,  rząd ogłosił propozycje dla  kredytobiorców, po których akcje banków momentalnie poszły w górę. Ani Kopacz, ani Jakubiak nie wyszli przed kamery, żeby wyjaśnić skąd ten nagły zwrot akcji i sympatii. Ani tego, ze dziwnym trafem  propozycje rządu pokrywają się z  wcześniejszymi propozycjami banków.